O mnie, bo o kim... O otaczającym świecie, bo go widzę... O gotowaniu, bo to lubię... Nie o śpiewaniu, bo tego nie lubię... I o przemyśleniach, bo tego potrzebuję...
wtorek, 11 listopada 2008
koniec

nie ma cieplucha:)

wreszcie!

to już jest koniec-Kayah& liroy 

 

ale jak nauczę się kopiować wpisy to zniknie też blog... narazie sobie lubię poczytac pierdoły.

11:02, bajeczna1492
Link Komentarze (2) »
niedziela, 02 listopada 2008
eh

Czytam te teksty które pisałam.

To nie ja.

CO ja chciałam udowodnić? Komyś? Samej  sobie?

Przecież daję radę, lepiej niż ktokolwiek by się spodziewał.

Nie pamiętam ostatnich 3 lat życia. Zwyczajnie tylko jakieś sceny słowa, ale nie życie. Życia nie było.

Szkoda tyko, że także języka nie pamiętam. 

Za to pamiętam lata kiedy pływałam. To są moje lata i teraz mogę z miłością z tamtych lat rozmawiać i pisać głupoty-ploty. Za to mam przed sobą przyszłość. Teraz patrzę do przodu.

 

 

16:15, bajeczna1492
Link Komentarze (1) »
wtorek, 14 października 2008
Przerwa

Będzie przerwa. Teraz piszę gdzieś indziej. Ale piszę. Tego co tu napisałam nie chcę kasować,szczególnie opowieści o chomiku... ale obecnie to nie moje miejsce.

Ale ja tu jeszcze wrócę... Parę rzeczy się dzieje. A ja spokojnie patrzę i uśmiecham się jak nigdy wcześniej. Jest pięknie a będzie jeszcze piękniej.

22:36, bajeczna1492
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 13 października 2008
nieśmiałość

Tak sobię myślę o nieśmiałości...

Czy nieśmialość to bać się byc odrzuconym?

Czy nieśmiałośc to zwyczajne lenistwo?

A może zwyczajne niezdecydowanie? Nie wiem co wybrać więc przemilczę, poczekam...

Nieśmiałość to też delikatonść, to też rozwaga, to niepewność... miłość jest nieśmiała.

17:56, bajeczna1492
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 września 2008
Mazury

Jak ja kocham Mazury...Bardzo.

Zaczęła się moja ulubiona pora roku. To widać w przyrodzie, to słuchać i czuć...

Myśli na dziś:)

"kto chce szuka sposobu, kto nie chce szuka powodu"

"Kiedyś był wiek drewnianych statków i żelaznych ludzi; dzisiaj są stalowe statki i drewniani ludzie" 

środa, 17 września 2008
Sentencje

Sentencje z internetu i forów.

"a to tak - ktoś kiedys powiedział,że jeśli potrafimy się przyjaźnić z byłym partnerem to znaczy, że nie była to prawdziwa miłość ..."

"No to chyba najbardziej boli, traktowanie przedmiotowe, jak zabawka sie znudzi wymieniamy na nową:) ..." albo jak się zabawka psuje.

" I zgadzam się, że przyjaźń to opcja dla tego który nie kochał. Bo kochać to przyjaźnić się.
Jak ktoś jest w stanie się przyjaźnić i czuł tyle czasu coś więcej to wystarczy zadbać i znów będzie coś więcej. A jak ktoś nie czuł czegoś więcej to teraz sobie może pogadać o przyjaźni.
Nienawiść to przeciwieństwo miłości ale z tej samej półki. Szybciej będzie ona, jeśli była miłość, niż przyjaźń. "

 

ale są mądre rzeczy w tym internecie.

 

sobota, 13 września 2008
Jestem

W poniedziałek wylądwałam na Okęciu o 11:45. Jak zobaczyłam napisz 'WARSZAWA' na budynku i podczas podejścia do lądowania gdy widziałam panoramę Warszawy z lotu ptaka.. łza mi się w oku zakęciała. I kręciła i kręciła się ta łza... Ale to była łza szczęścia.

To już prawie 6 dni jak jestem w domu. W tym czasie zdążyłam całkowicie odnowić pokój, już mam inne ustawienie, inny kolor.. Kiedyś na weselu mojej kuzynki jak byłam w klasie maturalnej tańczyłam z pewnym fotografem... i na koniec tańca życzył mi: by twoje życie było pastelowe... I teraz mam to zdanie gdzieś w głowie i chce skierować moje życie na pastelowe tory... Kolory ktore do tej pory mnie otaczały były niedobre, już nie pasują do mnie.. W czerwce postanowiałam, że chce zmienić swoje życie. I jestem na dobrej drodze... Może wielu ludzi odeszło, ale tak się toczą losy. Wybrali siebie, wybrali swoją drogę. 

Jestem chorutka. Dziś uległam i musiałam przerwać remont, zwyczajnie nie miałam siły. Fizycznej oczywiście, nie psychicznej. I tak sobie leżałam w łożeczku, w jasnym pokoj i stwierdziałam, że jestem podobna do księżyca... nie, nie mam aż tak wysokiej temperatury... ale chodzi bardziej o metaforę. Nie tylko ja ale i każdy inny człowiek też jest książycem. Mam jasną, cieplą stronę ale też i ciemną... oczywiście kwestia spojrzenia. Ale każdy człowiek tak ma.

książyc Czy to złe... nie to normalne. To sytuacje są nienormalne. To ludzi chcą swoje chore sytuacje uważać za normalne i to wmawiają innym. Łatwiej jest przekonać kogoś, niż zmienić sytuacja. Tylko wtedy krzywidzimy drugą osobą, chcąc ją wprowadzić do chorej sytuacji i oczekiwać, że osoba będzie zachowywać się normalnie w nienormalnej sytuacji. Nienormalna sytuacja uruchamia nienormalne mechanizmy, odczucia, reakacje. Tak działa świat. Czy tego ktoś chce czy nie, to dopóki ludzi będą uważać chorą sytuacja za normalną to znajdą się postronni ludzi którzy będą cierpieć przez tą sytuacje...

Ale mnie napadło. Jestem spokojna. 

niedziela, 07 września 2008
Zmiany

Zmianiłam szablon... Czy lepiej czy gorzej, to chyba nie ważne... teraz  bardziej potrzebuję takich kolorów... pastelowych.

Czyli lubię kawę... Uwielbiam zapach kawy.. Lubię latte ale niestety nie mogę jej pić tak często.. raczej okazyjnie i tylko rano... Ale zapach mielonej kawy... ahhh...

Noc

Już późno. Właśnie wróciłam z filmu 'Księżna'. Smutny film. Ale ja nie jestem smutna. Zwyczajnie wyciszona. Zamykam pewien okres mojeg życia i patrzę z nadzieją w przyszłość. To jest naprawdę piękne. Ta nadzieja.

Właśnie o tym film nie jest. Fil  według mnie pokazuje jakie skutki niesie bycie niekochanym lub nie potrafić kogoś kochać. Kobieta nie kocha wariuje, nie jest spełniona, nie może się odnaleźć, część jej kobiecość się gubi. Tak jak mężczyzna bez kobiety tak kobieta bez mężczyzny. Te dwie płcie choć tak różne potrzebują siebie do istniania. Każdy chce być kochany. Ale kochać do dawać radość drugej osobie, to troszczyć się by ona czuła tą miłość, a nie kochać na swój sposób. Kochanie na swój sposób to egoizm. Sytuacja kiedy ktoś nie czuje się kochany a druga osoba wmawia otoczeniu, że kocha jest nienormalną sytuacją. Miłość to dbanie o radość drugiego człowieka a nie o swoją. Ehhh mam ostatnio dużo przemyśleń. To przez ten czas tak zwanej 'przesiadki'. Już nie jestem tu ale jeszcze nie jestem tam.

Tęsknię do Warszawy. Wiem, że 8.września będzie pierwszy dzień czegoś nowego... może nie nowego życia, ale krok naprzód w moim życiu. Niektórzy odejdą w niepamięć a nie którzy może się pojawią. Ale jak to kiedyś pisałam... ja chce iść naprzód.

W czwartek oddałam pracę magisterską. Mam swoją kopię. [chętnych do oglądania zapraszma-to moja chluba]I teraz po 11 miesiacach ciężkiej pracy podczas pisania esejów na zaliczenie, potem pisania pracy nie mam co robić. To takie błogie. Gdzieś tam mam wrażenie, że to tylko jeden dzień przerwy, że zaraz wrócę do pracy.. ale nie. W poniedziałek o 5 rano ruszę do Polski. W poniedziałek spotkam się z ludźmi których nie widziałam.. W poniedziałek wejdę do mieszkani i zacznę remont. Zacznę organizować swoje życie. Powoli. Krok po kroku. 

Wcześniej się bałam o pracę. Stresowałam wewnętrznie. Teraz jestem spokojna, wiem, ze to zajmie mi czas ale wiem, ze się uda. Wiem, że na mojej drodze napotkam ludzi którzy mnie będą wspierać, a nie ciągnać w dół i stwarzać problemy. Najwyższy czas znów uwierzy, że są dobrzy ludzi, którzy nie są wampirami i nie będą na mnie bazować kiedy będę słaba. Toksyczni przyjaciele odeszli, może jeszcze nie wiedzą. Ale dla mnie już ich nie ma.

Tęsknię do Warszawy. Czekam na kilka rzeczy o których nie napiszę, bo się wstydzę. To takie oczywiste. Ale między innnymi czekam na mój tramwaj, czekam na kartę miejską załadowaną na 3 miesiące, czekam na chlebek z piekarnii, czekam na telewizor, ale czekam na ludzi. Na polskość...  Jak to dziwnie brzmi.

Kim teraz jesteś Anno? Coraz częściej czujesz się kobietą... i coraz lepiej mi z tym.Czasami chce się gdzieś zaszyć z dobrą książką pod ciepłym kocem by potem znów wyjść i zdobywać świat. Raz jestem w stanie zdobywać szczyty bez zadyszki, przejechać ponad 80 km rowerem, ruszyć na koniec świata, by potem słuchać kropel deszczu i siedzieć przy świeczce czytając Arystotelesa 'Polityka'.
:)Nie zgadniesz. :) Sama nie wiem. I jakże ta niewiedza jest piękna. Może ktoś podejmie wyzwanie... Oj prowokuje swoje myśli.. prowokuje...nie znana jest moja droga.

 

 

piątek, 05 września 2008
koniec

Jakby to powiedziec...

zdalam prace... Refleksje pozniej na ludziej klawiaturze. 

piątek, 29 sierpnia 2008
Mężczyźni

Czasem w ramach rozrywki wchodzę sobie na różne fora i sobie czytam... Co się naczytam to się naczytam... Jakie to baby nie są, jact to faceci nie są...

Ale dziś przeczytałam tekst: Oczywiście... najpierw wiązanką na jakieś faceta a potem podsumowanie: "Skoro faceci są z Marsa to niech tam spier$#@%".

Kobieto rządzisz.:)

A poza tym ostatnio zaczęłam się zastanawić... Już od jakieś czasu widziałam, że kompletnie nie orienuje się kiedy mężczyzna mnie podrywa a kiedy nie. Jestem w stanie wyśmienicie wyczyć co i jak między innymi ludźmi, moje umijętności interpersonalne sa całkiem wysokie ale jeśli chodzi o mnie samą to jestem zwyczajnym debilem. Taki mój urok, ale chciałabym jednak widzieć czy ktoś mnie podrywa czy jak mówi "bądźmy przyjaciółmi" to prawda czy nie. Nawet wyśiliłam się i założyłam wątek pytający czy jest opcja by mieć kolegę kompana którynie traktuje cię jak potenjcalnej kandydatki na dziewczynę (lub do łożka). Dostałam kilka odpowiedzi ale jedna mnie zastanowiła: 'musiał by być impotentem'. Czyli nie ma opcji, że ktoś chce się ze mną przyjeźnić i nic mu się w glowie nie miesza? Podobno, to tez przeczytałam, w miarę rozsądny facet zgodzi się na wszelkie warunki byle tylko się spotykać. Bo spotykanie się daje opcje rozwinięcie znajomości w kirunku który go interesuje. A gadki kobiet typu: muszę odpocząć po poprzednim związku, spokojnie, zostańmy przyjaciółmi są stare jak świat i to zależy od meżczyzny czy ma jaja i czy poradzi sobie z wyzwaniem.

Wszystko jest całkiem pomieszane. Bo ja już nie wiem czy przyjaźń damsko męska może być, jeśli żadne z nich nie jest w szczęśliwym związku, a wcześniej nie było 'czegoś'. Generalnie wychodzi, że przyjaźnić się można ale pewne warunki muszą być spełnione: kiedyś było coś ale nie wyszło, oboje są zakochani w kims innym albo ... albo któraś ze stron wcześniej czy później będzie miała nadzieje.

Ale tak sobie myślę, że jak faceta jest mną zainteresowany jako kobietą to zwyczajnie wykazuje inicjatywę a nie czeka jak ostatni osioł na gwiazdkę z nieba i na zaintereswoanie z mojej strony. Facet zaintereswany bierze sprawy w swoje ręce, bo ma jaja i już. Faceci którzy czekają na to aż kobieta zrobi pierwszy krok to kandydaci na kolegów. Bo tak jak koledze jestem w stanie proponować rozrywki tak od mężczyzny odczekuje podrywanie. Podział ról króliczek i łowca nadal obowiązuje. To takie nienowoczesne bo podobno teraz kobiety powinny brać sprwy w swoje ręce i robić "pierwszy krok" ale moim skromnym zdaniem właśnie to obcina facetom jaja. Zgadzam się, że później kobieta też powinna czasami przejmować inicjatywę, coś zorganizować bo to nie tylko facetm powinien miec pomysły ale kobieta tez powinna coś robić, nie jak lalka. Ale jednak to facet powinien mieć jaja na początku i wiedzieć... chcę tą kobietę. A kobieta, marna kruszynka... pokazuje potem pazurki.

Ależ ja jestem staroświecka. Ależ ja to lubię.

Znalazłam słownik:Co myślą a co mówią ?

Kobieta

* doobrze = tak, nie ... nie wiem, niech już będzie
* niee = ... no dalej, po co pytasz ? Boże jaka niezdara
* czy ja wieem ? = nie, chyba nie
* daj spokój, wrr, ... (nic nie mówi) = nie
* musimy kupić ... = chcę ... (i będę to mieć)
* to Twoja decyzja = jeszcze się nie domyśliłeś ?
* musimy porozmawiać = jest mi źle i chcę ponarzekać
* peewnie = nie zgadzam się
* nie jestem zdenerwowana = pewnie że jestem idioto
* nie krzyczę = pewnie że tak, inaczej nic do ciebie nie dociera
* jesteś taki męski = jesteś nieogolony i śmierdzisz
* kuchnia jest niewygodna = chcę nowy dom
* chcę nowe zasłony = ... i dywany, i meble, i tapety
* misiuuu = zróbmy to ... tu i teraz ...
* kochasz mnie jeszcze ? = ... i jak powie że tak to go poproszę o tę piękną kolię
* jak bardzo mnie kochasz ? = ... zaraz mu powiem o rozbitym samochodzie

Mężczyzna

* Jestem głodny = Ale bym coś zeżarł
* Chce mi się spać = To był długi dzień
* Jestem zmęczony = Jestem zmęczony
* Chcesz pójść do kina? = W końcu się z tobą prześpię
* Zjemy razem kolację? = W końcu się z tobą prześpię
* Czy mogę do ciebie zadzwonić? = W końcu się z tobą prześpię
* Zatańczymy? = W końcu się z tobą prześpię
* Ładna sukienka = Niezłe cycki
* Zrobię ci masaż = Chcę cię popieścić
* Co się dzieje? = Nie rozumiem, o co robisz tyle hałasu
* A o co chodzi? = Chyba dzisiaj nie będę mógł cię przelecieć
* Nudzi mi się = Chcesz się ze mną przespać?
* Kocham cię = Zróbmy to tu i teraz
* Też cię kocham = OK, powiedziałem to... możemy się teraz kochać?
* Tak, podoba mi się twoja nowa fryzura = 50 zł i żadnej różnicy
* Porozmawiajmy = Chcę wywrzeć na tobie wrażenie, że jestem osobą o głębokiej osobowości, a może wtedy zechcesz się ze mną przespać
* Wyjdziesz za mnie? = Nie chcę, żeby inni legalnie cię pieprzyli
* (w czasie zakupów) Ta mi się bardziej podoba = Bierz pierwszą lepszą sukienkę i wracajmy wreszcie do domu
* Ta sukienka chyba nie pasuje do tej bluzki = Jestem pedałem

Chyba powinnam się spytać jakiegoś mężczyzny czy to prawda:)

I choć nadal jestem debilem ktory zwyczajnie nie potrafi się zorientować czy ktoś mnie podrywa czy zwyczajnie chce się kolegować to już wiem, że każda osoba ma w sobie pierwiastek dobra i zła.. każda miłość jest dobra i zła... każdy związek jest dobry i zły...

Ale pomimo tego, mi trzeba mówić wprost: interesujesz mnie jako kobieta a nie jako towarzyszka:)

czwartek, 28 sierpnia 2008
Kobieta
Od grzechu zaczął się jej świat,
a że Bóg ją stworzył, a Szatan opętał
- jest więc odtąd po dziś dzień
raz grzeszna a raz święta,
zdradliwa i wierna, dobra i zła;
daje rozkosz i rozpacz, przez nią uśmiech i łza,
jest jak gołąb i żmija, jest jak piołun i miód,
jest jak anioł i demon, jest jak upiór i cud,
i szczyt nad chmurami i przepaść bez dna,
jest początkiem i końcem -
KOBIETA - aha!
środa, 27 sierpnia 2008
Sen

Miałam dziś sen. Stoję na rozdrożu a przed sobą mam drogi.. nie wiem ile dróg, ale dużo. Na pewno nie dwie. I stoję... a potem od razy byłam u moich dziadków...

Rano pod prysznicem myślałam... I wyszło mi, że najważniejsza jest wiara. 

W cywilizacji zachodniej młodzi ludzie dostają gorącą zupę na pod nos. Zakochują się, jest gorąco, namiętanie, pełno emocji, wiary, nadzieji... Ale wcześniej czy później zaczynają się probemy, bo każda osoba ma w sobie pierwiastek zła.. i zupa stygnie. Szybko stygnie. Pojawiają się problemy i wtedy okazuje się, że każda osoba chce mieć coś innego: jedna może chcieć mieć chodzący i wiecznie zakochany ideał, a druga chce jakoś podgrzewać zupę... Zupa stygnie, zaczynają się większę problemy.Wychodzi, ze mają inne spojrzenie na miłość...

A cywilizacji wschodzniej, dwoje ludzi dostaję zupę zimną. Sami ucza się jako ją podgrzewać, jak sprawiać sobie przyjemność. Czasami nie wychodzi, często jest słabo, ale przecież to kwestia wiary. I zaczynamsię skłaniać, ze to wcale nie jest takie złe...bo pary muszą od początku uczyć się siebie i grzania swojej zupy. A pary na zachodzie maja z tym problem, bo jak to jest, ze po 3 latach nagle zupa stygdnie.. jak to jest, ze teoria się stworzyłam, ze po 5,7 latach jest kryzys... żaden kryzys. Zupę trzeba grzać codzinnie. Jaki dzień taka noc.

Różnica jest widoczna. Nie każdy wie, że zupę trzeba grzać... okazywanie życzliowości, codzinnie rano uczeniem się od nowa drugiej osoby, wiarą w to, że jeśli oboje chcemy to się uda. Bo to jest niestety niesamowity minus, że dwie osoby musza mieć podobne definicje miłości.

Nie ma dobrze, jak się nie będzie próbować. Nie ma, ze się uda, jak się nie będzie starać codziennie. Moi dziadkowie mają przyjemność obchodzić 60tą rocznicę śluby. I wiem, że jest ciezko. Codziennie jest ciezko. Ale sa razem, omawiają problemy i rozmawiają. Podgrzewają zupę. Zupa ma 60 lat i jest w niej wszystko: gorcz, płacz, radość, upokożenie, śmiech, taniec, śmierć... ale jest wiara, że tak ma być, że nie ma inej opcji, jesteśmy razem i dla tego 'razem' zrobimy wszystko.

Czy obecne małżeństwa czy choćby pary daliby radę... O to się człowiek stara codziennie. Czy jeśli jednej osobie jest źle, ma depresję z niej wychodzi a okazuje się, ze już nie ma tej drugiej osoby obok to jak to działa? Pierwszy poważny problem i już 'dowidzenia' bo nie daję rady... bo zupa ostygła... Nie, moim zdaniem tak nie powinno być. Zupę się odgrzewa. I to o taką umiejętość chodzi. By potrafić odgrzać zupę.

Mój dziadzio się śmieje z powodu rozstania wielu osób "niezgodność charakterów". Powiedział, ze teraz powinien się z babcią rozstac bo nie mają zgodnośći charakterów. Więc ja popieram dziadka, zawsze będzie dla mnie wzorem. Nie ma opcji niezgodność charakterów. Jest brak wiary, zaangażowania, brak postawy miłości. Bo miłość to nie gorąca zupa, miłość to odgrzewanie zamarźniętej zupy, zakwaszonej, zepsutej. Tak jak w Ratatuj: jest zupa, tylko trzeba ją umieć przyprwiać. 

I to należy do dwóch stron. Jedna strona upada, druga czeka i pomga się podnieść, druga strona błądzi, ale popatrzy się w oczy pierwszej i zna drogę, bo nie ważne gdzie ważne, że razem. Czy jeśli z łatwścią rezygnujemy z jednej zupy bo zkwaśniała, ostygła to czy z innymi zupami nie będzie tak samo? Przecież nie ma szans by zupa sama z siebie nie stygła. I zawsze znajdzie się wyłumaczenie dlaczego ostygla i dlaczego ja nie mogę jeść zimnej zupy (rodzice jedzą zimną, zimna mnie nie rozgrzewa, zimna jest niesmaczna, znudził mi się smak), a mało kto pomyśli, żeby ją rozgrzać. To, że rodzice jedzą zimną zupę a ja nie chce jeść zimnej to nic nie zmieni. Trzeba nauczyć się podrzewać zupę, radzić sobie z problemami, rozwiązywac je. Zupa sama z siebie gorąca nie będzie. Zupa może wystygnąć po 2 latach, po 5, po 10 i po 20, i myślę, ze lepiej po dwóch, wtedy można się nauczyć, podrzewać zupę później, można się nauczyć podgrzewać ja codzinnie by już do końca życia nie ostygła nawet o 1 stopień. Ale do tego potrzeba twojga którzy mają podobne chęci, podobne postawy. 

Jestem silna. I wiem, że dziadkom kilka razy zupa zamarzła, i wiem, ze potrzeba czasy by zupa nabrała smaku, trzeba nauczyć się gotować zupę, podgrzeważ zupę, przyprawiac zupę i ciszyć się ze smaku zupy bo przeciez razem ją gotujemy, a wszystko co razem robimy jest dobre bo jest nasze. I dziękuję wam dziadkowie za przykład jak się robić i podgrzewać zupę.

I to śmieszne, ale jak zupa zawrze i wyparuje trochę i się sparzymy to znów nie chcemy zupy, bo za gorąca. A wystarczy dać trochę czasu i zupa ostygnie i będzie idealna. Ale potem zaczna się historia by ją utrzymac na tym poziomie gorąca który odpowiada obu stronom...

Jestem na rozstaju dróg. Obudziłam się z ciemności... ale to groźnie brzmi. Którą scieżką pójdę... nie wiem. Ale wiem, że zupę trzeba grzać. I szukam na świecie kogoś kto ma podobną definicję miłosci.... miłośc jako zupa:)

11:21, bajeczna1492 , Sens życia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 sierpnia 2008
Praca

Jeszcze za wcześnie na radość. Ale dziś zaczęłam czuć dumę. Jest ciężko. Było cieżko. Ten rok tyle pokazał, tyle zniszczył, tyle zmienił, a jednak jest szansa, że nie zostanie zmarnowany. Nic na ziemi  nie dzieje się bez przyczyny. Miałam coś zrozumieć i mam nadzieję, ze zrozumiałam jak najwięcej się da.

Dziś mam 16 230 słów napisanych. Zostały mi dwa punkty do opisania: sprór w ONZ i Rywalizacja ekonomiczna. Potem szybkie zakonczenia i wstęp i już. Napisana. The sooner I will finish the better. To tak duży postęp, że pomimo niesprzyjajaćej atmosfery, zaawansowanej od dłuższego czasu depresji, stresu i wymagań jakoś się udało.  

Zaczęłam trochę podsumowywać, bo jakby nie było za dwa tygodnie już znikam stąd, i wyszło mi, że swóją granicę jaką osiągnęłam w Lancaster poznałam aż za dokładnie. Zawiodłam się na sobie, pseudo przyjaciołach, poznałam co to znaczy 'toksyczna relacja', poznałam co to znaczy być nieakceptowaną (w sumie jak sama siebie nie poznawałam z powodu depresji to jak ktoś mógł mnie zrozumieć kto nie chciał zrozumieć problemu) i nierozumianą, zrobiłam wiele złych rzeczy ale co jest najważniejsze zaczęłam pracować nad swoim życiem. Zrobiałm pierwszy krok i zaczęłam nowy etap życia. Świadomy tego co było, co się stało i jak mam nad tym pracować.

Skruszyłam skorupę depresji która szczelnie obudowała moje emocje, myśli i czyny, skuyszyłam coś co ograniczało mnie w życiu. Teraz może jest trochę zimno bez skorupy ale wiem, ze było warto, bo mogę się teraz nauczyć żyć od nowa, zacząć poznawać siebie i ludzi wokoło. Zrobiłam krok naprzód i chce iść dalej. Chce szukać, tworzyć i marzyć.

Wielu rzeczy już nie naprawię z różnych powodów ale wiem jedno, mogę wpływać na przyszłość. Chcę poznać siebie, chcę poznac innych ludzi. Chce poznać świat. I co najważniejsze, nie chce być najlepsza, chce być wystarczająco dobra. Nie chce być idealna, chce być wystarczająco dobra. Skoro ktoś szuka ideału to ja nie jestem dla tego człowieka, ja mam wady i popełniam masę błędów, a jak ktoś nie chce mnie złej, niedobrej, wściekłej na świat i załamanej to najszczęśliwszej na świecie nie zauważy.

Więc jeszcze za wcześnie.. ale jestem.

I mam nadzieję, że napiszę, skończę, wrócę i zacznę od nowa.. bo w domu czas na kolejną magisterkę. A w grudniu wrócę by założyć..

piątek, 22 sierpnia 2008
Anna

Ostatnimi czasy wolę być Anną niż Anią.

I dziś trafiłam w sieci na:  http://rozladownia.blox.pl/html

A tam:

Anna

Anna bardzo ciekawska panna

wszędzie swój nosek wetknie

i każdy się z nią w końcu zetknie.

Czy to czyszcząc wannę,

czy podróżując przez sawannę

wszędzie możesz spotkać Annę.

Owe panie

uwielbiają podróżowanie.

po górach wspinanie,

w morzu pływanie,

na wyprzedażach kupowanie.

Sprzątanie, pranie

owszem ale nie jest to ich zamiłowanie

bo dla nich ważniejsze jest

pisanie, malowanie,

śpiewanie, majsterkowanie,

fantazjowanie,

a nade wszystko kochanie.

Dziękuję autorowi.

I jeszcze mi radośniej. Nie dość, że jest wierz o ciepluchu to jeszcze o Annie:) 

 

 
1 , 2 , 3